Powrót

Tu rodziło się moje powołanie ...

Ks. Maciej Korczyński wieloletni moderator Ruchu Światło - Życie i Domowego Kościoła obchodzi w tym roku 25 lat swojej pracy kapłańskiej. Rozpoczął tą drogę jako wikariusz w Parafii św. Stefana na Idalinie, potem były studia, doktorat z dogmatyki, następnie pełnił funkcję duszpasterza akademickiego i  od 1999 roku moderatora diecezjalnego oazy. Koordynował pamiętne Spotkania Młodych w diecezji i Verba Sacra - Modlitwę Katedr Polskich. Od wielu też lat jest ojcem duchownym w radomskim WSD, wykładowcą, promotorem, spowiednikiem sióstr zakonnych, kierownikiem i doradcą duchowym wielu osób, w tym małżeństw.

Nas interesuje szczególnie czas, gdy był Ksiądz moderatorem oazy a dokładniej jak wyglądała praca z  Domowym Kościołem i jak to się zaczęło?

- Będąc jeszcze klerykiem i mając już doświadczenie pracy z dziećmi i młodzieżą towarzyszyłem rodzinom jako animator muzyczny w Ryczywole, nabierając u boku ks Józefa Hernogi pierwszych dobrych doświadczeń. Potem była oaza Domowego Kościoła II st. w Zarzęcinie i tam byłem pierwszy raz w charakterze  moderatora. Równolegle do pracy            w parafii, studiów i prowadzenia jako moderator kolejnych oaz, coraz głębiej poznawałem DK.

- Pamiętam gdy podczas prowadzenia rekolekcji w Krynkach odwiedziła mnie większa ekipa ludzi, ks. Jerzy Adamczyk, ks. Roman Adamczyk- moderator RŚ-Ż i z parą diecezjalną.  Wtedy byli to państwo Kudasowie DK i zaczynając od słów „ myśmy się modlili Księże i Ksiądz nam nie może odmówić” poinformowali mnie następnie o co chodzi, że zaszła konieczność zmiany na funkcji moderatora diecezjalnego RŚ-Ż  i to właśnie ja mam wziąć na siebie tą odpowiedzialność. Skoro tak, to wyraziłem zgodę, Wtedy jeszcze nie było odrębnej funkcji moderatora DK więc moja zgoda wiązała się z podjęciem odpowiedzialności za cały Ruch w tym również za DK. Uczyłem się tej nowej funkcji a para diecezjalna wprowadzała mnie w to doświadczenie pracy z rodzinami.

Pracował Ksiądz razem z kolejnymi piecioma parami diecezjalnymi na przestrzeni 17 lat,   potem pełniąc funkcję już tylko moderatora DK. Jak układała się współpraca z tymi mażeństwami ?

- Od początku  była bardzo dobra. Miałem świadomość, że DK jest formacją ludzi świeckich, gdzie ksiądz nie przejmując inicjatywy, towarzyszy im, jedynie wspierając ich i będąc na ich sprawy otwarty. Zawsze poruszała mnie odpowiedzialność poszczególnych małżeństw, troska o charyzmat,o rodziny,o formację. Każda para wnosiła jednocześnie swój koloryt do tej posługi i nadawała swoją osobowością i bogactwem nowy rys pracy w diecezji. Podziwiałem je, że potrafiły łączyć życie małżeńskie , rodzinne, zawodowe z całym zaangażowaniem w posługę w DK, bo była to posługa na „pełny etat”. Wiązało sie to z wieloma spotkaniami, wyjazdami, różnymi trudnościami. Nasza współpraca polegała na dialogu i wspólnym poszukiwaniu rozwiązań poprzedzonych modlitwą o światło Ducha Świętgo.

Dalej czytaj w CDN...


Domowy Kościół odpowiedzią na nasze najważniejsze potrzeby!

Poznajemy bliżej parę diecezjalną Domowego Koscioła Monikę i Jarka Kołodziejczyków, która  od wrzesnia bieżącego roku zaczęła pełnić swoją posługę. Znają ich dobrze rodziny DK rejonu Opoczno, bo pełnili tam posługę pary rejonowej. Znają ich też rodziny szerzej, bo od wielu lat prowadzą w diecezji rekolekcje formacyjne DK, uczestnczą w dniach wspólnoty, podejmują wiele inicjatyw w DK, parafii, rejonie, diecezji. Zawsze otwarci i gotowi służyć z radością. Znamy ich właśnie takich uśmiechniętych, otoczonych gromadką swoich dzieci.

Moniko, Jarku powiedzcie jak wyglądały wasze indywidualne drogi do Pana Boga, zanim zeszły się i stały wspólną drogą przez sakramentalne tak?

- Może to mało oryginalne, ale poznaliśmy się na… oazie młodzieżowej. Jarek był moim animatorem. Bardzo szybko okazało się, że lubimy ze sobą przebywać, prowadzić długie rozmowy, zostaliśmy przyjaciółmi. Jednocześnie nasze życie cały czas kręciło się wokół spraw Kościoła, organizowaliśmy różne adoracje i wyjazdy. Oaza ukształtowała nasze spojrzenie na świat, zachwyciliśmy się Panem Bogiem, chcieliśmy żeby był najważniejszy w naszym życiu. Wtedy sobie tego nie uświadamialiśmy, ale był to także początek naszego zachwytu wspólnotą, koinonią, który trwa nieprzerwanie.

 A jak wyglądał Wasz ślub i wesele?

- Nasz ślub i wesele były konsekwencją naszej formacji oazowej. Wiedzieliśmy, że to Chrystus spotkał nas ze sobą i udzielił nam daru swojej miłości. Chcieliśmy świadomie zaprosić Go do naszego życia, żeby był w nim obecny. Na zaproszeniu napisaliśmy wprost, że decyzja o weselu bezalkoholowym, to jest nasze świadectwo miłości do Jezusa. To było także wyzwanie, bo nikt wcześniej w naszym mieście takich wesel nie organizował. Mimo wszystko trochę się obawialiśmy o frekwencję, więc zaprosiliśmy więcej osób, licząc się z tym, że pewnie część z nich nie przyjdzie. Okazało się, że przyszli wszyscy i doskonale się bawili aż do samego końca.

Dalej czytaj w CDN...

Powrót